MY 30 DAYS WRITTING CHALLENGE - Dlaczego mi się nie udało?

MY 30 DAYS WRITTING CHALLENGE - Dlaczego mi się nie udało?



Witajcie w kolejnym poście na bogu!
        Wiem, wiem, powinnam była tak na dobrą sprawę napisać o tym posta jakiś...no miesiąc temu, ale przyznaję, że kiedy brałam się za ten ,,mały" osobisty challenge, kompletnie o tym nie myślałam. Sądzę, że każdy zna Angielski na tyle dobrze, aby sobie nazwę przetłumaczyć, ale i tak to napiszę. Cała rzecz polegała na tym, aby w ciągu miesiąca napisać pełną historię czyli tak na dobrą sprawę...stworzyć książkę fabularną w miesiąc.
      Już od dłuższego czasu chciałam spróbować czegoś takiego, więc kiedy tylko postanowiłam, że zaczynam właśnie ,,teraz" byłam niesamowicie podekscytowana. Aby zadanie wykonać, postanowiłam użyć swojej porzuconej opowieści, pod tytułem ,,Elen Poltergeist i tajemnice świata duchów", która co prawda miała już napisane ze 2-3 rozdziały, ale tak czy siak musiałam je poprawić i przepisać od nowa.
    Powiem tak, na samym początku wszystko było bardzo jasne i klarowne, miałam rozpiskę rozdziałów, tego ile będę dziennie pisać i jak wyrobię się ze wszystkim czasowo. Przez pierwszych jedenaście dni szło mi naprawdę nieźle, cóż, czyli do momentu w którym na poważnie nie wkręciłam się w tą opowieść. Wiecie jak to jest, nagle zapragnęłam ją rozszerzyć, dodać coś o czym myślałam a nie umieściłam tego w planie. Ogólnie chciałam bardziej bawić się tą opowieścią i czuć, że tworzę coś dobrego, a nie tylko maszynowo piszę kolejne rozdziały. Jak się pewnie domyślacie, to był właśnie ten moment, kiedy cała sprawa się skomplikowała. Zaczęłam bowiem pisać więcej, myśleć więcej i kalkulować więcej. Kiedy doszłam do wniosku, że tak naprawdę nie wiem, jak bardzo wydłuży się ta opowiastka i ile powinnam pisać na dzień (albowiem powoli zaczynały wychodzić kolosalne liczny) uznałam, że porzucam owe obliczenia i po prostu jakoś to będzie. Do tego czasu, pisałam dla siebie i satysfakcji, że to robię ale potem...zaczęłam mocno czuć, że chcę skończyć ten challenge na 100% i nie przyjmuję słowa porażka. Z tego też względu, zaczęłam się okrutnie stresować.
    Nie odpuszczałam konkretnym rozdziałom, dopóki mi chociaż jedno słowo nie pasowało, raz moje myśli wirowały wesoło wokół tego, że wyjdzie z tego coś dobrego, że w końcu los staną po mojej stronie, a innym razem wszystkie skupiały się wokół tego, że to na pewno kompletny szajs który podoba się tylko mi i nikt tego nigdy nie przeczyta. Swoje wypociny publikowałam na Wattpadzie i tym bardziej frustrował mnie fakt, że siedziałam nad tą opowieścią całymi godzinami i wkładałam w nie multum pracy, a tak czy siak nikt tego nie czytał.
    Moje postanowienie było proste, starać się jeszcze bardziej i pisać więcej. Wkrótce przekonałam się, że nie był to dobry pomysł, ponieważ przemęczenie i stres zaczęły mnie dosłownie zabijać. Nie spałam po nocach a w dzień, pomimo iż byłam całkowicie wykończona, nie byłam w stanie. Głównie dla tego, że czułam, iż powinnam przede wszystkim siedzieć i pisać, starać się, pracować dalej. Moje palce - od nieustannego klikania - i nogi - od siedzenia na wątpliwie wygodnym fotelu - cały czas bolały i bolą do tej pory. Być może kiedyś o tym wspominałam, lub nie, ale...całkiem niedawno - ok rok temu - zmagałam się z ciężką depresją, paranoją i innymi takimi - nie muszę więc chyba tłumaczyć, jak bardzo złowróżbne stały się moje myśli, jak słabo i bezradnie zaczęłam się czuć.       Zwykle mi to nie przeszkadzało, bo pisałam dla siebie, ale wtedy zaczęłam czuć się okropnie, wiedząc, że wciąż dokładam więcej starań, a nikt tego - jak to zaczęłam nazywać - ,,gówna" nie czyta. Ciągle więcej stresu, więc katastrofalnych myśli, mniej odpoczynku.
    Wiecie, w pewnym momencie przestałam nawet myśleć o tym całym wyzwaniu jakie sobie postawiłam, chciałam po prostu skończyć tą opowieść a potem cieszyć się lub załamać, że stworzyłam największy szajs swojego życia. Wiem, to brzmi głupio i bezsensownie, ale jeżeli mam być całkowicie szczera...z pewnych przyczyn - w tym z powodu tego, co opisałam - moja psychika jest bardzo mocno pokiereszowana i czasami...nie działa tak zdrowo, jak powinna.
     Było już koło dwudziestego dnia wyzwania. Każdy kolejny dzień wyglądał tak samo, wstawałam koło siódmej - ósmej, kompletnie zmarnowana i siadałam do laptopa żeby pisać. Palce bolały jeszcze bardziej, oczy mało się nie zamykały i również zaczynały boleć od ciągłego kontaktu z ostrym światłem. Do wszystkiego doszły okropne nudności, ostre bóle głowy, niesamowite wręcz wyrzuty sumienia, uderzenia gorąca, zimna i tak dalej...
    Kiedy od czasu do czasu odchodziłam od biurka, czułam, że nie mam pojęcia, co mogłabym robić oprócz dalszego pisania. Pomimo, że mnie to już wykańczało, nie czułam, że mogłabym robić coś innego. Zaczęło się nawet zdarzać tak, że jak gdyby nigdy nic rozmawiałam z rodziną przy obiedzie, aż nagle, kompletnie znikąd zaczynało robić okrutnie gorąco, niedobrze i sennie. Dosłownie miałam wrażenie, że za mniej niż sekundę padnę, stracę przytomność albo coś w tym stylu. Czułam się, jakbym miała umrzeć. Zaczęłam mieć duszności, momentami w ogólnie nie mogłam wziąć głębszego wdechu. Moje nogi po wstaniu z łóżka, były tak słabe i obolałe, że mało co się nie przewracałam. Nie wiem jakim właściwie cudem, ale nikt tego nie zauważył.
     Każda kolejna próba pisania, kończyła się okropną sennością, znużeniem i psychicznym wykończeniem, po mniej niż piętnastu zdaniach. Zaczęłam robić sobie kilkugodzinne przerwy, ale nic nie zmieniało faktu, że wciąż pisałam i pisałam, do upadłego.
    Brakowało już tylko tygodnia lub nawet mniej, aby ukończyć postawione sobie wyzwanie. A ja? Ja czułam się coraz gorzej. Wszystkie objawy się nasiliły, ledwo dawałam radę wstać z łóżka, chciałam tylko dalej pisać i pisać, choć nawet już nie byłam w stanie z powodu bólu dłoni i zmęczenia. Jedyne o czym potrafiłam myśleć to ,,chcę skończyć, chcę skończyć". Mało tego, cały czas się obwiniałam, że za mało się staram, jestem za leniwa i to tak czy siak tylko zwykły szajs. Kiedy zaczynałam w ogóle myśleć, o ponownym wzięciu się do roboty, zbierało mi się na wymioty. Nawet teraz, pisząc ten post, mam ochotę wyjść i uwiesić się nad kiblem.
    Nigdy w życiu nie sądziłam, że chęć pisania może zrobić ze mną coś takiego. Zostało ok 3-4 dni do końca. Czułam się, jakbym umierała od środka. Uznałam, że muszę powiedzieć sobie dość, po prostu trzymałam się jak najdalej od laptopa, wyszłam na słońce gdzie spędziłam bezczynnie sporo czasu, zjadłam coś, obejrzałam film i postanowiłam w końcu się wyspać. Minęła krótka chwila, wypoczęłam. Co prawda znów zaczęłam pisać, ale małymi kawałkami. Wiem, między wrzucaniem rozdziałów na Wattpada nie było tak na dobrą sprawę większych przerw, ale to dla tego, że pisałam wszystko na komputerze, a dopiero potem przerzucałam tam. W ten sposób ciągle był jakiś zapas tekstu w formie np: jednego na przód.
     W każdym razie, dziś uznałam, że czuję się już dobrze i mogłabym spróbować coś napisać, jednak momentalnie...poczułam dosłownie wszystko. Nudności, zawroty głowy, uderzenia gorąca i tak dalej. Do tej pory nie wiem, czy to po prostu choroba, nerwy czy może moja własna wyobraźnia, ale cokolwiek to było, tak mnie załatwiło, że potrzebuję naprawdę dłuższej przerwy. Nie wiem jakiej. Może to będzie kilka dni, może dwa tygodnie, może do końca wakacji, ale na razie nie jestem w stanie pisać.

Także ten...chciałam tylko mniej więcej nakreślić sytuację, wytłumaczyć się i tak dalej. Taki sobie zwykły, bezsensowy post.

2 komentarze:

  1. Słuchaj, chyba zdecydowanie za bardzo przejęłaś się tym wyzwaniem. A poza tym to tylko głupi, niewiążący challenge, mający prawdopodobnie służyć wyłącznie temu, żeby dać ci na początek porządnego kopa energii. Zdecydowanie lepsza jest metoda, którą obrałaś teraz: małymi kawałkami, dopóki sprawia mi to przyjemność. To okropne, że pisanie stało się dla ciebie prawdziwą katorgą. Wypoczywaj, dziewczyno, wypoczywaj! :) A mogłabyś dać link do Wattpada, żebym trochę ciebie poczytać?
    P.S Gdyby nie nazwa bloga najprawdopodobniej nigdy bym tu nie wszedł. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, jestem kretynem. Przeszukałem całego bloga, żeby znaleźć profil na Wattpadzie, a nie pomyślałem o pasku bocznym xD

      Usuń

Witaj drogi czytelniku!
Będzie mi niezmiernie miło jeżeli po przeczytaniu owego posta, zostawisz po sobie jakiś ślad.

Subscribe

Flickr