Dlaczego dzieci nie tworzą dobrych opowieści?

Dlaczego dzieci nie tworzą dobrych opowieści?


Witajcie w kolejnym poście na blogu!
       Tym razem chciałabym co nieco podywagować nad tym, dlaczego dzieci raczej nie są w stanie tworzy dobrych historii/opowieści itp. Swoją drogą, bardzo cieszę się, że w końcu udało mi się znaleźć jednocześnie wolną chwilę i wenę, na napisanie jakiegoś posta na blogu. Wiecie, zajmuję się teraz dość...cóż, sporym projektem, jakim ma być moja własna, pierwsza książka i niestety praca nad tekstem pochłania zdecydowaną większość dostępnego mi czasu. No, ale nie przedłużając zbędnie, przejdźmy do tematu posta.
      Wiem, że niektórym ta myśl może wydać się nieco kontrowersyjna, szczególnie, jeżeli czyta to jakaś młodsza osoba, ale z własnego doświadczenia wiem niestety, że dzieci zwyczajnie nie są w stanie tworzyć dobrych, porywających historii. To jednak nie jest sednem dzisiejszego wpisu, ponieważ chciałabym zastanowić się, dlaczego tak właściwie jest.

1. Dzieciom pompuje się do głów Happy Endy. 
      Zapewne każdy z nas oglądając w dzieciństwie filmy animowane i kreskówki, wiedział doskonale, że ci źli zawsze mają najlepsze bronie i w ogóle całe wyposażenie, ale to i tak ci dobrzy zawsze zwyciężą. Właśnie to mnie trochę boli, że w bajkach tak rzadko pojawiają się bardziej realistyczne spory lub wybory niemal niemożliwe do podjęcia. No niestety, w ten sposób takie na przykład dziesięcioletnie dziecko zabierając się za pisanie swojej opowiastki (z czym bardzo często spotykam się na przykład na Wattpadzie) od razu ma w głowie prosty scenariusz: Źli mają wszystko, ale dobrzy wygrywają na końcu. To schemat bardzo przewidywalny i cóż...w obecnych czasach już praktycznie nikogo nie porywa.
     Teraz ludzie chcą poświęcenia, wyborów, rozdroży i krętych dróg, po jakich musi poruszać się bohater. Mało tego, dzieci niestety nie są zwykle w stanie zrozumieć fenomenu postaci, które nie są ani dobre, ani złe, lub naprawdę są w jakiś sposób złe, ale wierzą w dobro swoich ideałów. A to wszystko dla tego, że od małego uczy się je, że coś jest albo dobre, albo złe.

2. Zafascynowanie miłością i związkami.
     Ten punkt tyczy się przede wszystkim dziewczyn/dziewczynek w wieku ok 11 lat, które chcą tworzyć swoje pierwsze opowieści. Niestety, to często jest ten wiek, kiedy pojawia się ta pierwsza fascynacja romantyzmem, miłością i tak dalej. Ja osobiście nigdy przez tą fazę nie przeszłam i tak szczerze...jestem z tego powodu dość zadowolona, bo aż boję się, co mogłoby powstać w mojej głowie.
     Wracając do tematu, miłosne opowieści nastolatek najczęściej dzielą się na dwa typy. Wyidealizowane, lub wręcz odwrotnie. Wybaczcie, ale mój zaspany mózg jakoś nie może znaleźć odpowiedniego słowa opisującego ten stan.
    W przypadku wersji A, najczęściej mamy typową Mary Sue czyli perfekcyjną, miłą, utalentowaną i z jakiegoś niewiadomego nie akceptowaną przez społeczeństwo dziewczynę, która wpada pewnego pięknego dnia na chłopaka swoich marzeń i się w nim zakochuje. Tak po prostu, ponieważ zakochanie to sprawa spojrzenia w piękne oczy. Jeśli mam być szczera, to jeden z najgłupszych i najgorszych motywów z jakimi się spotykam, ponieważ...no powiedzmy sobie szczerze, nie ma żadnego sensu.
     Przyznaję, że sama nie mam zielonego pojęcia, jak właściwie wygląda zakochanie, ale nikt nie wmówi mi, że wystarczy spojrzeć się na czyjąś piękną twarz, aby iść za tą osobą na koniec świata. To najwyżej ślepe zauroczenie i wstępne przywiązanie.
     Niestety, nastolatki mają ten problem, że na siłę chcą przejść ze stanu zauroczenia, od razu do wielkiej i rozbuchanej miłości. Rzadko która zdaje sobie sprawę, że silna relacja rozwija się latami poprzez samą znajomość, a nie poprzez zderzenie się ze sobą na szkolnym korytarzu.
       Jeżeli mamy natomiast do czynienia z wersją B tego typu opowieści, to w przeważającej liczbie przypadków, jest wręcz skrajnie źle. Bita, zgwałcona, z traumą na całe życie, niekochana, porzucona przez wszystkich, biedna, albo niesamowicie czuła i wrażliwa albo będąca zimną...no wiecie! Ten scenariusz odpycha mnie nieco mniej niż poprzedni, ale wciąż nie da się ukryć, że jest nie mniej dziurawy niż Szwajcarski ser. Anty Mary Sue zazwyczaj mają o sobie albo super krytyczną opinię, albo obwiniają dosłownie cały świat za to, co się z nimi stało. Niby jestem w stanie zrozumieć to rozumowanie, ale wkurza mnie fakt, że owe bidulki nie są w stanie: znaleźć przyjaciół, iść do specjalisty, zgłosić pobić na policję/do szkolnego psychologa/do opieki społecznej/na błękitną linię/do jakiejkolwiek innej agencji zajmującej się pomocą, nie są w stanie pogadać z rodzicami, nie są w stanie zmienić szkoły w której są dręczone ani nic! Sic! Ponieważ świat je tak skrzywdził, że chyba straciły połowę mózgu...
     Nie zrozumcie mnie źle, rozumiem, że ludzie mają w swoim życiu różne tragedie, ale mało kto będzie chciał czytać przez 300 stron o krzywdzonej bez ustanku dziewczynce, która ma tysiące otwartych drzwi ale nie potrafi z nich korzystać.

3. Kompletnie nie-fantastyczne fantasy
      Jeżeli czytujecie czasem opowieści początkujących w wieku ok 11-12 lat, pewnie nie raz już trafiliście na coś...co ekhm!...powinno zostać wykluczone z ram fantasy. Wiecie, mam tu na myśli osoby, które myślą, że wystarczy pisać o rzeczach bardzo typowych dla fantasy aby stworzyć porządną powieść fantastyczną. To jeden z najbardziej nielubianych przeze mnie rodzajów początkujących, ponieważ wykazują się oni...nadmierną wręcz ignorancją.
      Historie te brzmią zazwyczaj mniej więcej w ten sposób ,, Ja i mój smok Szczerbatek zapytaliśmy dzwoneczka i Piotrusia Pana czy pójdą z nami, ale się nie zgodzili, więc polecieliśmy do Narnii i Asgardu sami". No sami przyznajcie, coś takiego jest w stanie zadziałać na nerwy chyba wszystkim fanom fantastyki, niezależnie do którego fandomu konkretnie przynależą.
     Niestety, jedyna porada, jaką mogę dać wobec tych opowieści to...po prostu ich nie pisać.

4. Niepotrzebne dramatyzowanie
      Dzieci w wieku ok. 10 lat, często chcą z niewiadomych przyczyn pisać o depresji, załamaniu i ogóle złu świata. Niestety a może i raczej stety, większość z nich nie ma jeszcze takich problemów w swoim krótkim życiu, aby móc zrozumieć, skąd biorą się tego typu stany i jak mocno ludzie cierpią. Wydaje im się, że zostanie rzuconym przez dziewczynę po 3-dniowym związku, lub zapomnienie o urodzinach to wystarczające powody aby stoczyć się na samo dno swojej własnej egzystencji i cierpieć każdym skrawkiem siebie. Poważnie, wkurza mnie to niesamowicie!
     W sumie powinniśmy się cieszyć, że dzieci rzadko mają okazję zaznać cierpienia, ale kiedy widzę, jak na siłę usiłują pisać o czymś, czego nie rozumieją, to mam ochotę porozrywać na strzępy. Jakby tego było ogólnie mało, to mamy tutaj te samą sytuację, co w przypadku romansów, czyli przechodzenie od smutku/ zawiedzenia do stanu całkowitego cierpienia. Protip...TO TAK NIE DZIAŁA!

5. Dziecięca ignorancja
     Dokładnie tak jak wspominałam w kilku poprzednich punktach, dzieciom zwykle nie chce się koniuszkiem palca sięgnąć do encyklopedii, wiedzy rodziców, internetu czy jakichkolwiek innych źródeł wiedzy, zanim zaczną o czymś pisać. Właśnie z powodu tej ignorancji na wiedzę, mamy gorące dni na Greenlandii, deszcze na pustyni Gobi, niekontrolowane wyścigi w miastach, bezkarne zabijanie, wojnę światową o której można dowiedzieć się jedynie z gazety, komórki w czasach I wojny i wiele, wiele innych.
    Wiecie co jest w tym najgorsze? Owym nastoletnim twórcom nie da się nijak przegadać do rozumu, że coś co napisali, kompletnie nie ma sensu. Najlepsza odpowiedź jaką kiedykolwiek uzyskałam na moje delikatne uwagi, brzmiała ,,Nie czepiaj się, bo to nie jest literatura faktu i nie musi być dobrze".  Ręce opadają...

6. Mary i Gary Sue.
    Kolejna plaga opowieści nastolatków, czyli postacie które są tak wyidealizowane, że aż swoim blaskiem wypalają czytelnikom oczy. Jak już wspomniałam, tacy Mary i Gary Sue, to osoby zawsze milutkie, nieśmiałe, pomocne, kochając wszystkich, pomagające wszystkim i wszystkiemu, pomimo iż nie są przez nikogo z jakiegoś powodu akceptowane, zawsze piękne, bogate, utalentowane, z osiągnięciami i bez żadnych życiowych wpadek na koncie. Powiedzmy sobie szczerze, kto chciałby czytać o takiej postaci? Nie da jej się w końcu w żaden sposób rozwinąć, bo została stworzona jako chodząca perfekcja, taka postać nie może zmienić swojego życia, aby społeczeństwo ją zaakceptowało, ponieważ musiałaby przestać być ideałem, a to jest dla młodych piszących wręcz niedopuszczalne.
    Innymi słowy, takie postacie mimo wielu umiejętności i osiągnięć, są skrajnie nudne, szare i puste.

W tym poście to tyle, do napisania! ^^

1 komentarz:

  1. Niestety przykre, ale prawdziwe, zgadzam się z Tobą.

    OdpowiedzUsuń

Witaj drogi czytelniku!
Będzie mi niezmiernie miło jeżeli po przeczytaniu owego posta, zostawisz po sobie jakiś ślad.

Subscribe

Flickr