Kroniki Rodu Kane - Recenzja wtórna

Kroniki Rodu Kane - Recenzja wtórna



Witajcie w kolejnym poście na blogu!
       Być może zastanawiacie się, co właściwie oznacza ten dziwny tytuł posta ,,Recenzja wtórna?". Chodzi mniej więcej o to, iż postanowiłam jeszcze raz, całkowicie na świeżo rzucić okiem na serię Ricka Riordana, pod tytułem ,,Kroniki Rodu Kane". No wiecie, kiedy przeczytałam, a właściwie rzuciłam okiem na tą serię po raz pierwszy, byłam  jeszcze dość mocno pod wpływem tego, jak mocno zawiódł mnie powtarzający się wciąż i wciąż schemat w poprzednich dwóch seriach tego samego autora.
      Po jakimś czasie uznałam, że rany, warto chyba przyjrzeć się tej historii raz jeszcze, tak po prostu i dla własnego kaprysu. O dziwo, okazało się, że był to prawdziwy strzał w dziesiątkę, ponieważ wyszło na to, że moje osobiste odczucia i przemyślenia na temat Kronik uległy całkowitej zmianie! No, ale o tym za chwilę ;)

      Jak już wspominałam w poprzednim poście na temat owej serii, opowiada ona przede wszystkim (bo jest także wiele pobocznych wątków) o rodzeństwie rozdzielonym jeszcze za czasów dzieciństwa, czyli Carterze i Sadie. Jedno wychowywało się jako zwykła nastolatka, pod rodzinnym dachem. No wiecie, przyjaciele, imprezy, wycieczki plenerowe i inne takie. Zaś drugie, włóczyło się z ojcem po całym świecie, uciekając właściwie nie wiadomo (dla Cartera) przed czym i będąc zmuszonym do tego, aby wiecznie popisywać się nienaganną etykietą. Carter i Sadie nie widywali się jednak zbyt często- bo tylko raz czy dwa do roku- więc kiedy po dłuższym czasie doszło do ich ponownego zejścia się, byli dla siebie praktycznie obcymi ludźmi.

       Będąc całkowicie szczerą, dopiero kiedy podeszłam do serii po raz drugi, zauważyłam, że główni bohaterowie mają bardzo ciekawe charaktery, co praktycznie cały czas wpływa na ich wewnętrzny konflikt ze sobą. Nie jest trudno zauważyć, że raz słabnie, a raz wzmaga na sile, zależnie od tego, w jakiej sytuacji się znajdują i jak bardzo muszą ze sobą współpracować. Muszę przyznać, że tekst wciąż jest dla mnie nieznośnie prosty, ale przynajmniej dostajemy nieco inny wątek. No wiecie, wszystko dalej kręci się wokół zniszczenia świata przed wkurzonego boga ciemności, ale przynajmniej sama linia fabularna nie ciągnie się cały czas w ten sam sposób, jak w Olimpijskich Herosach i Percym Jacksonie. Dostajemy całkiem sporo dodatkowych wątków, które pozwalają czytelnikowi odbiec na chwilę w bok.

       Jak już wspominałam wcześniej, poważające się schematy wciąż mi bardzo przeszkadzają, ale przynajmniej mogłam dostrzec, że seria oferuje nieco więcej niż to.

Moja nowa ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj drogi czytelniku!
Będzie mi niezmiernie miło jeżeli po przeczytaniu owego posta, zostawisz po sobie jakiś ślad.

Subscribe

Flickr