Książkowy ideał według autorki bloga

Książkowy ideał według autorki bloga



Witajcie w kolejnym poście na blogu!
       Tym razem nie będę skupiać się na aspektach pisania, poradach czy nawet recenzjach. Nie, moi drodzy. Chciałabym wam nieco przybliżyć obraz idealnego, książkowego dzieła dla mojej osoby. Jak zdążyłam wspomnieć już nie raz i dwa, jestem osobą naprawdę wybredną i naprawdę ciężko jest mnie naprawdę zadowolić jakąś historią. Do tego dochodzi fakt, że nawet wtedy gdy jestem wprost zachwycona, to zawsze znajdę coś do czego się przyczepię i będę to wypominać na każdym kroku. Tak więc, zaczynamy!^^

Styl:  

        Kiedy zaczynam czytać jakąkolwiek książkę, zawsze bardzo uważnie badam styl autora. To pomaga mi się zorientować przede wszystkim w tym, czy mam w ogóle ochotę taką książkę czytać, dla jakich osób została właściwie napisana i jak autor podchodzi do treści. Wiem, dla nałogowych książkocholików to może brzmieć niemal jak herezja, ale nie potrafię do końca przekonać się do żadnej książki, której styl mi nie odpowiada. Nie lubię, kiedy autorzy starają się przez całą ciągłość tekstu budować tasiemczo długie zdania, raz po raz wplatając słowa jakich nie powstydziłby się jakiś magazyn popularno naukowy. Fakt, sporo można się wtedy nauczyć, ale ważne jest dla mnie to, abym mogła bez problemu wczuć się w opowieść. Sięganie do internetu co kilka minut, czy czytanie danych linijek po kilka razy raczej w tym nie pomaga. Nie ma jednak tak łatwo, bo zbyt prosty i nierozbudowany styl także u mnie nie przejdzie. Podczas czytania chcę zobaczyć wizję autora, jego kreatywność i tak dalej. Nic dziwnego, że zdania w stylu ,,Byłem głodny, więc poszedłem zjeść. Burczało mi w brzuchu, w lodówce pewnie było jedzenia" kompletnie mnie odpychają. Dokładnie tak samo, jak rozwiązania fabularne podobne do przedstawionego tutaj: ,,W ciężarówce znajdował się lew, koza i wiewiórka. Lew dostał sałatę, koza orzechy a wiewiórka kawał mięsa. Wszystko pozamienialiśmy, żeby było dobrze" Nie jest to cytat bo akcji zwyczajnie już nie pamiętam zbyt dobrze, ale dostaliśmy coś takiego bodajże w pierwszym Percym Jacksonie.

Długość: 

        Jak powszechnie wiadomo, książka nigdy nie powinna być zbyt krótka ani zbyt długa. Jednak, wśród moli książkowych mamy mnóstwo ludzi będących zwolennikami krótkich historii możliwych do pożarcia w jeden chłodny wieczór oraz od groma tych, którzy najchętniej nie rozstawaliby się z lekturą przez całe swoje życie. Do której grupy należę ja? Powiem szczerze, że chyba do tej pierwszej, bo pomimo iż lubię cieszyć się historiami swoich ulubionych bohaterów dość długo, to ogarnia mnie swego rodzaju frustracja gdy po długim już czasie wciąż nie ukończyłam czytania ;) Właściwie, idealna długość książki, to dla mnie jakieś 400-500 stron. Oczywiście, o ile sama opowieść nie liczy sobie czasem max 200 stron a została napompowana do tych 500...

Bohaterowie:

         Kurczę, tak w sumie to aż ciężko jest się wypowiedzieć na temat tego, jacy powinni być właściwie bohaterowie. Ja osobiście bardzo lubię, kiedy główny bohater/ bohaterka (whatever) jest inteligentna/y. No wiecie, potrafi podejmować racjonalne decyzje i przewidywać jakie będą konsekwencje jego działań. Chyba właśnie dla tego tak bardzo nie mogłam przekonać się do Apolla z najnowszej książki Ricka Riodrana. Przez całą ciągłość książki, dawny bóg był po prostu samolubnym idiotą.
      Oczywiście nie przesadzajmy z tą inteligencją i błyskotliwością, bo fajnie jest oglądać reakcje bohatera, kiedy dzieje się coś, czego kompletnie się nie spodziewał. Kiedy rozwiązanie sytuacji musi stworzyć teraz zaraz natychmiast. Innymi słowy, lubię logiczne postacie, o ile nie są one całkowicie wyidealizowane i wyżyte z szaleństwa i spontaniczności.

Rodzaj:

       Pewnie pisałam już o tym z piętnaście razy przy okazji innych postów, ale jestem wielką fanką fantasy i science fiction. Oczywiście nie jestem w stanie określić się tak po prostu w dwóch zwięzłych zdaniach, więc słuchajcie ;D Fantasy można podzielić tak właściwie na trzy lub może i nawet cztery odmiany.
       Klasyczne fantasy z zamkami, czarami, magicznymi istotami i czarodziejami. Ma raczej poważną tematykę, ale wciąż i wciąż jesteśmy zasypywani niesamowitymi obrazami tętniącego życiem świata pełnego...no niesamowitości! Ten typ tak pośrednio mi odpowiada, ponieważ nie ważne ile razy czytam książki umieszczone w tego typu rzeczywistości, czuję, że zdecydowanie czegoś brakuje.
      Dark fantasy. Tutaj klimat jest raczej ciężki i ponury, choć nie przeszkadza to prowadzeniu różnego rodzaju przygód. Oczywiście znajdujemy też lochy, smoki, elfy i inne takie, ale zamiast na bajkowym świecie skupiamy się przede wszystkim na jakimś problemie i jego wadze. Pomimo ciężkiego klimatu, zawsze świetnie czyta mi się takie opowieści.
      Fantastyka dziecięca. Innymi słowy, tworzona przede wszystkim dla dzieci. Muszę przyznać, że wprost nie mogę ścierpieć tego rodzaju, ponieważ tak jak w pierwszym przypadku mamy przede wszystkim wspaniały, wyidealizowany świat. No wiecie, gadające zwierzaki, błahe problemy i czary. Wszystko jest ugłaskane i ugrzecznione do tego stopnia, że właściwie nie dzieje się nic ciekawego.
     Fantastyka pomieszana z szarą rzeczywistością. No wiecie, czary i gadające węże to jedno, a to, że główny bohater musi iść do pracy aby wykarmić swoją rodziną to drugie. Ten rodzaj lubię najbardziej, ponieważ dostaję jednocześnie prawdziwą fantastykę oraz logiczne spojrzenie na otaczający świat który nie jest zbyt kolorowy.

      Sama nie wiem, czy dość dobrze to wytłumaczyłam, ale mam nadzieję, że rozumiecie ;D

Typ: 

       Naprawdę uwielbiam opowieści owiane jakąś tajemnicą, przez co kryminały i thrillery to mój chleb powszedni. Uwielbiam też motywy wojenne, ale nigdy jeżeli chodzi o jakieś walki, strzelaniny i inne takie. Interesuje mnie jedynie aspekt polityczny czegoś takiego. No wiecie, jak samo wprowadzenie stanu wojennego zmienia dosłownie wszystko w państwie. Kompletnie nie potrafię natomiast ścierpieć wszelkiego rodzaju romansów, książek dla nastolatek i opowieści o tym jak z nikogo ktoś staje się wielkim kimś. No chyba wiecie o co mi chodzi, prawda? Chyba każdy choć raz trafił na denną opowieść o zwykłej nastolatce której się marzy kariera.

Okładka:

      Choć doskonale wiem, że książek nie powinno oceniać się po okładkach, nie potrafię pozbyć się tego nawyku. Szczególnie iż to najczęściej po nich rozpoznaję książki moich ulubionych autorów już z daleka.
      Wiecie, ostatnio zapanowała taka moda, żeby okładki były skromne, proste i takie raczej zwyczajne. Niestety, takowe kompletnie nie potrafią mnie do siebie przyciągnąć. Tak szczerze, nie obchodzi mnie czy na przodzie jest koń, anielica czy struś, o ile kolorystyka jest odpowiednia. Połączenie kilku ciepłych lub zimnych kolorów, sprawia, że aż mam ochotę wziąć książkę w dłonie i otworzyć na pierwszej stronie. Szczególnie, jeżeli są to kolory pastelowe ale mimo wszystko bardzo wyraźne. Takie moje dziwactwo ;)


W tym poście to tyle, do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj drogi czytelniku!
Będzie mi niezmiernie miło jeżeli po przeczytaniu owego posta, zostawisz po sobie jakiś ślad.