Jeśli chcesz dobrze pisać, musisz wczuwać się w bohaterów!

Jeśli chcesz dobrze pisać, musisz wczuwać się w bohaterów!



Witajcie w kolejnym poście na blogu!
       Tym razem chciałabym zająć się kwestią tego, jak należy podchodzić do stworzonych przez siebie bohaterów, których zamierzamy umieścić gdzieś w naszej opowieści. Tak jak w większości przypadków, coś takiego obserwuje się w głównej mierze w tworach początkujących piszących, ale bez większych problemów można odnaleźć owy problem także w dziełach znanych na cały świat. No, ale do rzeczy!
      To, że w daną postać należy się odpowiednio wczuć, wie chyba każdy kto choć raz dotarł do etapu rozwoju danego charakteru. Niestety, bardzo wiele osób zapomina o fakcie, iż główny bohater nie jest jedyną postacią jaką należy się zająć. Co ja tutaj mam na myśli? To bardzo ważne, aby dobrze oddać głównego bohatera i cieszę się, kiedy ktoś się do tego na poważnie przykłada (No wiecie, balans zalet i wad, upodobania, wspomnienia i inne takie) ale nie można tak po prostu pomijać sobie innych postaci, takich jak czarne charaktery, postaci epizodyczne czy nawet tak zwane ,,przydupasy".        Wbrew powszechnemu przekonaniu, że tylko ten główny jest gwiazdą książkowej estrady, każda postać jest ważna i odgrywa swoją rolę w tekście. Nie ważne czy dany charakter jest tylko sprzedawcą hot dogów, pomocnikiem czy kimkolwiek innym, warto jest się przykładać do rozwoju każdej postaci, bo inaczej staną się one po prostu...płaskie, szare, ciężkie do zrozumienia (skoro tak czy siak nic o nich nie wiemy). Rany...Strasznie się tutaj plączę w tych swoich tłumaczeniach...Chcę przede wszystkim powiedzieć, że nawet taki szary listonosz, nie zostanie na zawsze taki sam, jeżeli będzie się go codziennie poszczuwać psem. Nie można tak po prostu wyjść sobie z założenia, że dajmy na to, nasz główny bohater czyli przykładowo Alfred będzie się cały czas rozwijał i zmieniał swoje nastawienie, a jego meksykański ,,przydupas" pomimo wszystkiego co razem przeszli, nie wyniesie z tego absolutnie nic.
      Jeżeli to was nie przekonuję, wspomnę, że najczęściej an tej zasadzie powstają wielkie ,,złodupy"znane z wielu dawnych produkcji, o których wspominałam w jednym z poprzednich postów. Jeżeli ktoś jest ciekawy, co się tam znajdowało, zapraszam tutaj.
     Dobrym przykładem będzie tutaj Apollo z ,,ukrytej wyroczni" który przez większą część książki nie potrafi ogarnąć tego, jak niesamowicie jest zapatrzony w siebie i samolubny. Wiem moi drodzy, że powtarzam to już chyba po raz setny na blogu, ale po prostu nie jestem w stanie polubić jego postaci.


A więc czy nie da się napisać dobrej książki nie rozwijając postaci?

       Powiem szczerze, że jeżeli uda wam się to jakoś sprytne ukryć, to najprawdopodobniej tak. Możliwym jest napisanie niezgorszej książki bez rozwoju bohaterów. Jednak - co by nie było tak różowo - nie wiem czy naprawdę, naprawdę ktoś chciałby na siłę stworzyć w swojej opowieści postacie, które nie są w stanie się niczego o sobie nauczyć.
       Dokładnie tak, rozwój postaci nie oznacza tylko jakiejś permanentnej zmiany w jej  charakterze, bo takową przechodzą raczej nieliczni. Chodzi tu przede wszystkim o to, jaki jest balans pomiędzy wiedzą na temat bohatera którą czytelnik posiada na początku czytania, a tym ile wie pod koniec. W końcu zwykłe opowiedzenie wcześniejszych losów, wyjawienie sekretów czy zwykłe wskazanie ulubionych potraw, to także rozwój postaci ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj drogi czytelniku!
Będzie mi niezmiernie miło jeżeli po przeczytaniu owego posta, zostawisz po sobie jakiś ślad.