Filmowa krytyka - Alien Covenant

Filmowa krytyka - Alien Covenant



Witajcie w kolejnym poście na blogu!
         Tym razem przyjrzymy się bliżej najnowszemu filmowi wchodzącemu w skład uniwersum obcego, czyli ,,Alien Covenant". Lub jak to woli, ,,Obcy przymierze". Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, iż ostatnio stwierdziłam w jednym z postów, że pisanie o filmach na blogu książkowym mija się z celem, ale naprawdę chciałabym się wypowiedzieć na temat tej produkcji. Wobec powyższego, przeboleję jeżeli zwyczajnie nikt nigdy nie zajrzy do tej notki ;)

       Jeżeli ktoś czytał poprzednie posty na blogu, to zapewne widział te wszystkie moje wzmianki o byciu naprawdę wielką fanką obcego i praktycznie wszystkiego, co z nim związane. Właśnie dla tego, już od kilku miesięcy z niecierpliwością czekałam na ten film, zastanawiając się czy mi się naprawdę spodoba, czy może okaże się kompletnym kiczem. Jak się już pewnie domyślacie, nie wytrzymałam i obejrzałam chyba wszystkie możliwe trailery. No i właśnie w tym momencie pojawił się taki pierwszy zonk. Każdy trailer wyglądał jakby dotyczył zupełnie innego filmu. Raz mamy urywki z klasycznego, dobrego horroru, raz oglądamy fragment z Davidem i Elen (chyba tak jej było na imię) z Prometeusza, potem dostajemy filmik o jakimś nowym syntetyku a na koniec  znikąd pokazują nam inżynierów i obcych...kompletnie niepodobnych do tych jakich pamiętamy z poprzednich filmów.
     Żeby nie było, te wszystkie rzeczy naprawdę pojawiają się w produkcji, ale niestety przez to jest ona tak chaotyczna i ciężka do ogarnięcia. No wiecie, zanim się człowiek zastanowi nad jednym wątkiem, to wbijają z trzema innymi na raz.
     Z początku byłam stuprocentowo zdecydowana na maraton puszczany w okolicznych kinach, ale z racji iż byłoby to ok 10 godzin spędzanych w fotelu a ja wszystkie filmy z serii widziałam już chyba po dwanaście razy odpuściłam sobie i uznałam, że wybiorę się w drugorzędnym terminie z resztą rodzinki. Owy termin wypadł właśnie dzisiaj i tak szczerze...Naprawdę cieszę się, że posłuchałam ludzi którzy mówili mi, iż nie warto tak sobie męczyć oczu ( i w sumie samego siebie) tylko po to, żeby o pierwszej nad ranem dotrzeć do premiery. Dlaczego? Bo po prostu nie było warto...
     Poważnie, czuję się okropnie zawiedziona nowym obcym, ponieważ tak naprawdę nim nie jest. Całość przypomina bardziej kontynuację samego Prometeusza z małą domieszką klasycznego obcego (Z czego ten najbardziej kanoniczny potwór dostał może 10 min na ekranie...) + czymś jeszcze, co ciężko mi jednoznacznie zaklasyfikować. Przyznam szczerze, nie spodziewałam się, że aż tak się zawiodę... Oczywiście, jak wszystko, i ta produkcja miała swoje plusy, ale było ich zdecydowanie zbyt mało, aby mi to wynagrodzić.
      Skoro już i tak jestem w temacie, pozwólcie, że wymienię największe mankamenty.

Gra aktorska- Zdaję sobie sprawę z tego, że w pierwszym obcym było nie lepiej, ale to chyba lekka przesada, że kiedy co chwilę znajdujecie ciała swoich kolegów zabitych przez obce istoty, to idziecie sobie dalej. To naprawdę okropnie irytowało mnie przez całą ciągłość filmu. Najbardziej chyba w momencie, gdy pewien gość wchodzi do pomieszczenia, widzi zwłoki swojej znajomej, jej głowa leży ze dwa metry od ciała a kawałek dalej martwy protomorph. Co robi? Oczywiście nie przejmuje się tym zbytnio i rusza sobie dalej...

Zbędne, lub kompletnie niezrozumiałe wątki - W sumie, najpierw wspomnę o czymś co z mojej perspektywy jest dość zabawne. Tuż po wypuszczeniu jednego z trailerów, rozpętała się okropna g**wnoburza o to, że w załodze miały pojawić się dwie osoby LGBT. Komentarze na YT zalane były długimi dyskusjami na temat tego, czy powinni się oni tam znaleźć czy nie. Co właśnie głupie, kiedy tylko zdążyłam ogarnąć kto jest kto, to jeden z nich zdążył już zginąć. Nie odbierzcie tego źle, ale aż miałam ochotę zapytać ,,Ludzie, warto było?".
     No, ale teraz do rzeczy. Twórcy, zamiast wyjaśnić nieco poglądy Davida oraz to, czym dokładnie się on kieruje, jeszcze bardziej go skomplikowali. W pewnym momencie, sądziłam, że już wszystko rozumiem, aż do momentu w którym powiedział swojemu ,,robociemu" bratu, że nikt nie pokocha go tak jak on, po czym go rozwalił i bodajże próbował pocałować ,,główną bohaterkę filmu". Oh, tuż po tym jak opowiedział o tym, jak bardzo kochał doktorkę z poprzedniego filmu podczas gdy okazało się, że robił na niej jakieś eksperymenty. Plus, nie wyjaśniono też, dlaczego zabił on wszystkich inżynierów, skoro jak wspominał, potrzebował chodzącego mięsa do kontynuowania badań. Przepraszam, że ten post będzie tak wulgarny, ale David, o h*j ci chodzi?!

Całkowita zmiana klasyki- Tytuł ,,Alien covenant" jasno sugeruje, że to raczej miał być powrót do dobrej klasyki, jednak jak się okazało...takowy powrót był, jednak zmieniono wszystko. Zarodki obcych powstające ze swego rodzaju ,,purchawek", czas inkubacji skrócony do max 15 minut i fakt, że zaraz po wyjściu wszystkie istoty wyglądały jak tyciu wersje obcych a nie jak ,,połowiczne larwy" jak to było wcześniej. Brakowało mi też facehuggerów które też pojawiły się na ekranie max dwa razy przy końcu.


       Podsumowując, być może spodziewałam się trochę zbyt wiele, ale nic nie zmienia faktu, że mocno się zawiodłam i nie odniosłam o produkcji pozytywnego wrażenia. Jak już wspominałam, miała ona swoje lepsze momenty, jednak jest po prostu zbyt dużo niepotrzebnych zmian, chaosu, ogólnego zagmatwania i innych takich.

Moja ocena? Niestety 2/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj drogi czytelniku!
Będzie mi niezmiernie miło jeżeli po przeczytaniu owego posta, zostawisz po sobie jakiś ślad.