Marcin Wroński - Wąż Marlo

 Marcin Wroński  - Wąż Marlo


        Witam w kolejnym poście na blogu i zarazem kolejnej już książkowej recenzji. Jako iż mam teraz nieco więcej czasu, przypuszczam, iż takowe będą pojawiać się dość często - choć zdecydowanie nie częściej niż różnego rodzaju porady i triki pisarskie.

       Główny i zarazem tytułowy bohater - Marlo, należy do swego rodzaju kasty, czyli ,,węży". Są oni wychowywani w zupełnej odwrotności do takich na przykład, jak to książka opisuje na samym początku - mazgai. Węże mają to do siebie, że wychowywani są na ludzi silnych, niestrudzonych, ale i pełnych jadu - dosłownie i w przenośni. Kiedy Marlo był już odpowiednio dojrzały, rozpoczął swoją służbę na rzecz władców Aytlanu. Choć to dość zaskakujące, główny bohater jest osobą wzbudzającą w ludziach niespotykane wręcz zaufanie, które z całą pewnością nie powinno mieć miejsca? Dlaczego? Ponieważ Marlo może przyjść z dobrą nowiną, ale i równie dobrze z zamiarem morderstwa, a ty i tak zaprosisz go do wspólnego ucztowania, jak brat z bratem, jak równy z równym, jak przyjaciel z przyjacielem.

       Jeżeli mam być całkowicie szczera, książka ta dobra jest dla ludzi, którzy mają dużo wolnego czasu i lubią trochę porozmyślać nad tym, co właśnie przeczytali. Poprzez ,,trochę", mam na myśli czas wystarczający, aby rozkminić sens pewnych zdań czy sytuacji. ,,Wąż Marlo" zdecydowanie nie jest napisany językiem przystępnym dla przeciętnego czytelnika, co dla mnie było bardzo dużym minusem. Poważnie, momentami zastanawiałam się, czy jestem aż tak bardzo głupia, czy pan Marcin niepotrzebnie czasem komplikuje. Na przykład, na samym już początku byłam całkowicie pewne, że gdy Marlo opowiada o swoim ojcu, to ma na myśli po prostu Słońce - co i tak było dla mnie dość dziwne - by kartkę dalej dowiedzieć się, że chodziło jednak o czarnowłosego mężczyznę. Opisy w stylu ,,Ojciec nie napił się jeszcze wody z dalekich mórz" (cytat z pamięci) jakoś nie wskazywały mi na człowieka, ale cóż...
      Jak już wspomniałam, jest to całkiem ciekawa lektura na jakiś nudny, chłodny wieczór spędzony z filiżanką herbaty, ale zdecydowanie nie każdy może się w tą książkę wgryźć. Czy warto przeczytać opowieść pana Marcina? Powiem nawet, iż tak, ale tylko jeżeli masz już jakieś nieoświadczenie z zawiłymi, nieprzystępnymi tekstami.

Moja ocena? 5/10

1 komentarz:

  1. Z ciekawości, książkę przeczytam. Z ciekawości, bo wzbudziłaś moje zainteresowanie z komplikacjami. Lubię czasem pogłówkować nad książką. :)

    OdpowiedzUsuń

Witaj drogi czytelniku!
Będzie mi niezmiernie miło jeżeli po przeczytaniu owego posta, zostawisz po sobie jakiś ślad.

Subscribe

Flickr